torebka damska kolorowa

Po co nam torebka?

Tak właściwie to torebkowe szaleństwo jest nam zbędne. Chociaż wróć . . . co ja piszę?! Ależ oczywiście, że jest nam niezbędne. Bezwarunkowo i nieodwołalnie.

Torba, torebka, torebeczka

torebka damska kolorowa

torebka damska kolorowa

Wszystkie inne odmiany tego słowa elektryzują każdą kobietę od krańca do krańca świata. Właśnie przeglądam książkę o modzie i jej historii. Coraz bardziej żałuję, że mam dwie lewe ręce do wszelkiego rodzaju prac manualnych (oprócz oczywiście pisania na klawiaturze komputera, co właśnie robię  😉 ). Stworzyłabym sobie coś z pokazanych tam, torebeczkowych piękności.

Niewielkie jak sakiewka, torebki z wielobarwnych koralików:

  • jedna z motywami japońskich, kwitnących wiśni na szarym tle, z niesamowicie ciekawie rozwiązanym uchwytem;
  • druga w kilku odcieniach niebieskości, na dole z paciorkowymi frędzelkami, finezyjne okucia z metalu i masy perłowej, do tego krótki łańcuszek.

Tak mogę tylko z utęsknieniem patrzeć na fotografie tych cudeniek, które ktoś z wielką pasją wykonał około 1910 roku. Ewentualnie pozostaje mi przekopanie internetowych otchłani w poszukiwaniu osoby, która para się rękodziełem i podobne przedmioty wyczarowuje. Może nawet zrobi dla mnie bardzo podobną…  No tak rozmarzyłam się trochę nad tym chyba nieco zwariowanym pomysłem.

Dostępność torebek

Te koralikowe maleństwa przywodzą mi na myśl torebki Faucon’a ze złoto-srebrnego adamaszku z jedwabnymi detalami. Dbałość o szczegóły wykonania torebek w przeszłości była o wiele większa, wyroby były przygotowywane ręcznie, kosztowały sporo, z założenia miały posłużyć długo. Rozwój technologii sprawił, że można było zacząć produkować je w o wiele większej skali i z innych, tańszych materiałów. Dlatego możemy sobie pozwolić na zakup kilku torebek (delikatnie mówiąc), śledzić trendy modowe i co sezon mieć coś, co jest absolutnie na topie.

Fenomen

Są oczywiście torebki, o których niestety możemy tylko śnić, ale czasami wydaje mi się, że jest to czysty przerost formy nad treścią. Płacimy jak najbardziej za jakość, dobre wykonanie, ale jednak pamiętajmy, że opłacamy przede wszystkim firmowe logo, a co za tym idzie, całą otoczkę zbudowaną wokół danej marki. Swoisty, super klasyczny przykład to produkty od Luisa Vuitton’a.

Będąc ostatnio w Paryżu doznałam minimalnego szoku. W naszych, nieco kryzysem podszytych czasach, zobaczyłam kolejkę chętnych do wejścia do sklepu LV na osławionym Champs-Elysees. Nie do końca ogarniam fenomen tej marki, w ogóle nie do końca przekonuje mnie noszenie tego, co jest wykonywane w setkach, tysiącach, i wielu tysiącach egzemplarzy. Mając w kieszeni zbędne 1000 lub 2000 euro wolałabym sobie uszyć torebkę u jakiejś młodej projektantki lub projektanta, albo zlecić zrobienie mojej własnej, wymyślonej całkowicie przeze mnie, wręcz wyśnionej torebeczki.

Magia

birkintorebka

źródło http://bizuteria.onet.pl/ciekawostki/najdrozej-sprzedana-torebka-swiata,1,4986032,ciekawostka.html

Tak samo, jak są kultowe, torebkowe marki, tak i jest kilka, tzw. nieśmiertelnych, kultowych wręcz modeli konkretnych torebek. Są one produkowane w dalszym ciągu w wielu wariantach i odsłonach. Jedną z najbardziej znanych jest „Kelly” od Hermesa. Gdy ok 1956 roku w magazynie „Life” zamieszczono zdjęcie księżnej Monaco z tą torebką stała się ona przebojem i jest nim do dziś. Ten luksusowy dodatek potrafi kosztować od 9 do  150 tysięcy dolarów (szczególnie jej starsze egzemplarze). W tym przypadku torebka stała się lokatą kapitału, jak drogocenna biżuteria, czy dzieła sztuki. Na swój własny egzemplarz tej torebki można czekać nawet do trzech lat. „Kelly” w 1984 roku przeobraziła się w ”Birkin”. No teraz to już wiadomo wszystkim, o co chodzi ;). Taka ciekawostka: najdroższa, używana Birkinka kosztowała na aukcji ponad 63 tysiące euro – wykonana z krokodylej skóry.

Rzeczywistość

Przyznam, że w sumie takie torebkowe szaleństwo jest nam zbędne, ale tylko takie… Bez Birkinki przeżyjemy, ale bez swojej ukochanej torebki listonoszki (kupionej za mniej niż tysiące) nie ma mowy. Musimy ją mieć i jest nam po prostu NIEZBĘDNA!!!

Zwykłe torebki nie kosztują fortuny. Zaletą jest ich dostępność, fason i cena. Przystępna cena nie oznacza tandety. Wręcz przeciwnie. Jest wiele modeli, które mogą Ciebie oczarować. Zawsze można to sprawdzić buszując po sklepach internetowych jak i stacjonarnych butikach z galanterią damską.

2 opinions on “Po co nam torebka?”

  1. Jak każda kobieta posiadam sporą, to chyba będzie najlepsze określenie… kolekcję torebek. Wprawdzie nie mam tak drogich jak Birkinka, no ale szczerze mówiąc, żadna z nas szarych myszek nie może sobie na taką pozwolić. Pozostaje marzyć o takich luksusowych torebeczkach. Wprawdzie przyznaje, że większość moich torebek była w miarę tania to w kolekcji mam tych parę droższych, rozpoznawalnych marek… otrzymanych w sumie jako prezent no ale jednak mam 🙂 Zdarza mi się dokonywać nowych zakupów, bardziej zmuszona znalezieniem czegoś na konkretną okazję niż prowadzona kaprysem. Naprawdę fajny wpis, pozwolił mi się na chwilę rozmarzyć w stylu – co to ja bym chciała ale na co mnie nie stać hihi 🙂 Pozdrawiam

  2. mam 16 lat i kupiłam sobie pończochy, ale takie do paska, super sprawa, długie i wygodne, marki fiore, w której się zakochałam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *